|
poniedziałek, 12 marca 2012
Przełom
Zeszły poniedziałek to był horror - myślałam, że już wdową zostanę. Curtis kaszlał cały dzień i całą noc. Dołączyły się jakieś wykrztusiny. Rano, kompletnie zdesperowany, napisał maila do przychodni i dali mu receptę na dwa inhalatory - jeden ze sterydem, drugi z czymś antyastmatycznym - nadal nie mając pojęcia, co mu właściwie jest. No i uspokoiło się, prawie natychmiast. Ten kaszel trwał dwa i pół miesiąca, ostatnie kilka tygodni to były nieprzespane noce, nie tylko dla niego, ale i dla mnie. Kiedy miał atak, wstawał co prawda i schodził na dół, ale w drewnianym domu głos wszędzie niesie, więc niewiele to pomagało. To okropne, patrząc wstecz, że musiało dojść do takiego ciężkiego stanu, no niestety winą było przekonanie C, że te rzeczy "same przechodzą", i że nie warto nawet kłaść się do łóżka, a tym bardziej tracić pieniądze na lekarzy. Teraz każdego dnia jest lepiej, odsypiamy.
czwartek, 01 marca 2012
Bez diagnozy
Curtis był u specjalisty laryngologa, który wziernikiem wprowadzanym przez nos obejrzał mu gardło. Nie zobaczył nic i stwierdził, że nie wie, co jest problemem. Może alergia? Może refluks żołądkowy, który czasem objawia się chronicznym kaszlem? Mąż mój jest zdegustowany, że medycyna konwencjonalna nie jest w stanie mu pomóc, ani nawet określić przyczyny przypadłości. Nie ma zamiaru płacić za konsulatcje alternatywnych medyków, ale widzi, że może być na to skazany. Tymczasem dostał jakieś tabletki na refluks, które trzeba brać co najmniej sześć tygodni, żeby zobaczyć efekt. Bierze też antyhistaminy. Jego kaszel ma charakterystyczny objaw - poprawia się od dymu fajki albo cygara. Wg homeopatycznych poradników wskazuje to na remedium Tarentula. Kiedy tego spróbował, dostał najgorszego do tej pory ataku, i drugiego o 3 w nocy. Myślałam, że z nerwów zejdę na zawał Nie chcę go leczyć, za mało się znam, ale on nie ma zamiaru wydawać kolejnej kasy na zawodowego homeopatę. Więc albo siedzieć bezradnie i godzinam słychać tych pokasływań jak z armaty, albo zaproponować mu coś z mojej homeopatycznej kolecji. Mimo koszmarnej nocy Curtis rano był w dobrym nastroju. Zaciekawiło go, że Tarantula wywołała efekt (chociaż negatywny) i chciał się przekonać,czy przy kolejnej dawce będzie to samo. Powiedziałam, że za żadne skarby - no może jakieś 6c, 12c, ale nie mam tego w domu. Poza tym po tym potwornym ataku nie było specjalnego polepszenia, co znaczy (chyba) że jednak remedium nie do końca pasuje. I tak w głowie mi się nie mieści, że facet ma taki cool, i jeszcze by sobie pokasłał, żeby zaspokoić ciekawość.
sobota, 25 lutego 2012
Kaszel cd.
Curtis kaszle cały czas. Oczywiście stają mi przed oczami filmy i powieści, zwłaszcza XIX-wieczne, gdzie jak tylko bohater zakaszle, to za chwilę już go nie ma. Za bardzo jest chyba człowiek ukulturalniony, bo w życiu jest jednak inaczej. Moja mama miała nawet gruźlicę i przeżyła, i to jeszcze przed wprowadzeniem antybiotyków. Ale niepokój męczy. Między atakami jest zupełnie spokojny i zadowolony z życia, ale kiedy to się zaczyna, zamyka się w pokoju i albo to po prostu znosi, albo klnie. W tym stanie odrzuca wszelkie oferty pomocy, czy to konwencjonalnej, czy alternatywnej. No po prostu twardy jest i już. W poniedziałek idzie do laryngolożki-chirurga, która 3 lata temu operowała mu tarczycę. Może ona coś wypatrzy. W nocy na szczęście kaszel się uspokaja. Ja tymczasem chodzę codziennie na godzinę aerobiku i energii mi przybywa. Raz wzięłam moje nowe remedium, Kali Arsenicosum 5LM, ale - nie wiem, może to zbieg okoliczności - tego właśnie dnia poczułam się gorzej i był w robocie lorazepam. Więc na razie odstawiłam, bo zupełnie mnie nie interesuje psucie sobie samopoczucia, nawet na próbę (lekową). Za parę dni wezmę to znowu, chociaż nie bardzo wiem, po czym poznać, że działa, skoro już nie panikuję?
niedziela, 19 lutego 2012
Amerykański rozwód
W zeszłym tygodniu napisała do nas siostra Curtisa z informacją, że po 20 latach rozstaje się z mężem. Sprzedają (ze stratą) wspólny dom, ona wynajmuje mieszkanie na prowincji, on w mieście, córka zostaje z nią, syn - z nim. Dziś pierwsza rozmowa telefoniczna: wszystkie zainteresowane osoby czują się super-duper fantastycznie. Jennifer: czuję, jakbym wyszła z więzienia. Dzieci - nareszcie w domu cisza i spokój. Szwagier w siódmym niebie. Jennifer, choć miałaby prawo do alimentów, zamierza się w ciągu roku kompletnie usamodzielnić i nie brać od byłego żadnego wsparcia. Curtis, chociaż przy męsko-damskich konfliktakch z zasady bierze stronę facetów, tu, kiedy chodzi o jego siostrę, uważa, że to nadmiar szlachetności i powinna przycisnąć Grega o więcej. Ale ona i tak tego nie zrobi. Srebrne gody po amerykańsku
Zaprosili nas znajomi z gór na obchody 25-lecia ślubu przy okazji Walentynek. On - przedsiębiorca z Brooklynu, ona - "angielska róża". Jedna z zaproszonych pań przypomniała o początkach tego związku: zostali skojarzeni przez znajomych, którzy wiedzieli, że tych dwoje ludzi ma takie samo marzenie: stworzyć piękne miejsce, do którego ludzie będą przyjeżdżać rozwijać się duchowo. Pobrali się, wybudowali pensjonat, gdzie odbywają się warsztaty jogi, medytacji, indiańskie ceremonie sweat lodge etc. Przyjęcie trwało 12 godzin, z jedzeniem dostarczonym przez gości, muzykami grającymi tańce latynoskie i częścią artystyczną. W przerwie między sałatkami a głównym daniem produkowali się goście: była aria operowa, gra na harmonijce ustnej, gitara i śpiew, a na koniec - taniec z żywym wężem. Córcia była zachwycona, kiedy wąż okręcił jej się wokół pasa i l e k k o ścisnął. Miał z 190 długości i bardzo łagodne usposobienie (a może po prostu był najedzony). Na koniec, przed tortami i szampanem państwo jubilaci pod dyrekcją pani-rabina powtórzyli część ceremonii zaślubin sprzed ćwierć wieku, pani chodziła wokół pana siedem razy, a potem on to samo. Potem goście rzucali w ich stronę błogosławieństwa, czyli życzenia, np. radości życia, fajnego seksu i żeby generator ciągle się nie psuł. Średnia wieku obecnych to chyba 65 lat, ale tańce były skoczne, a nastroje szampańskie. Curtis zatańczył ze mną tylko raz, jest ciągle wykończony kaszlem. Ale i to było fajne. Kaszel
Curtis wybrał się na badania i stwierdzono, że jest całkowicie zdrowy. Skąd się biorą ataki kaszlu? Nie wiadomo. Może laryngolog coś znajdzie. Zrobili elektrokardiogram, wszystko w porządku. Mój ojciec zmarł co prawda też ze świetnym cholersterolem i ekg. Następnej nocy atak pojawił się w nocy, trwał około 40 minut. Brzmi to strasznie i jest na pewno wykańczające, choć mój mąż stara się być harcerzem i znosić to z pogodnym czołem, a nawet humorem, z wyjątkiem tych najgorszych momentów, kiedy nie wytrzymuje i zaczyna kopać sprzęty domowe.
czwartek, 16 lutego 2012
Mąż idzie do lekarza
Curtis kaszle już ponad miesiąc - jutro idzie na badanie ogólne, które zafundował nam Barack Obama w nowej ustawie zdrowotnej. Nawet nie wiedziałam, że raz na rok należy się każdemu jedna darmowa wizyta. To miłe, zważywszy cały kontekst tutejszego systemu. Jako "klienci" indywidualni płacimy na podstawowe ubezpieczenie rocznie tyle, ile kosztuje dobry samochód. Za wszystkie "usługi medyczne" bulimy z własnej kieszeni. Dopiero kiedy nasze koszty roczne osiągną cenę kolejnego samochodu (powiedzmy - używanego) ubezpieczenie zaczyna za cokolwiek zwracać. Co jednak opłaca się, kiedy się ma raka, bo koszt jednej serii chemio- i radioterapii to tyle, co dom. Dwa dni temu Curtis źle się poczuł - miał ostry ból w lewym ramieniu. Bojąc się zawału zdecydował się na wizytę w szpitalnej izbie przyjęć. Poprosił, żebym z nim poszła. Doszliśmy aż do drzwi pogotowia, gdzie nagle cudownie ozdrowiał. Dobrze się złożyło, bo taka wizyta kosztowałaby nas równowartość kolejnego samochodu, (no, powiedzmy, jakiś stary rocznik). Więc nagle czujemy się, jakby ktoś dał nam ofiarował parę tysięcy baksów, które poszłyby w błoto, gdyby Curtis tylko przekroczył ten próg. Co robią ludzie, których nie stać na fundowanie pracownikom sektora zdrowotnego kilku samochodów rocznie? Bankrutują. Czasem popełniają samobójstwo, jak na przykład sparaliżowany piosenkarz Vic Chesnutt. Jednego dnia słucham z nim wywiadu, w którym mówi, że nie ma na lekarza, ma 100 tys. dolarów długu za operację. To co pan teraz zrobi? - pyta Terry Gross. Nie wiem - odpowiada Chesnutt. Dwa miesiące później w tym samym programie wspominają go koledzy. Zrobił to, mówią, bo był w depresji. Kto by nie był w depresji w takiej sytuacji? Homeopatia w Szwajcarii
Ukazał się właśnie zamówiony przez rząd szwajcarski raport na temat skuteczności homeopatii. Homeopathy in Healthcare - Effectiveness, Appropriateness, Safety and Costs. ( Homeopatia w służbie zdrowia - skuteczność, stosowność, bezpieczeństwo i koszty.) Wnioski raportu są pozytywne. Wcześniej Szwajcarzy w referendum opowiedzieli się za objęciem niektórych terapii alternatywnych, w tym homeopatii, ubezpieczeniem zdrowotnym.
środa, 08 lutego 2012
Przeziębienie
Przerwałam ćwiczenia, mimo krytyki mojego męża, który wychowany w etyce protestanckiej nie uznaje zwolenień, leżenia w łóżku i w ogóle pobłażania sobie z powodu choroby. To znaczy jemu się wydaje, że to jest kwestia etyki, a nie faktu, że ma niesamowicie silny organizm, który mu jak dotąd na to pozwala. Mój punkt widzenia - nie będę się katować czymś, co robię dla zdrowia i przyjemności. Jedną z teorii Hahnemanna jest, że jedna choroba wypiera drugą. Muszę przyznać, że odkąd zaczęłam czuć w klatce piersiowej podrażnione, bolesne oskrzela, bóle "fantomowe" związane z syndromem paniki, czyli te przeróżne kłucia i gniecenia, kompletnie znikły. Hura! Skończyły się też te ciężkie sny, praktycznie od dnia, kiedy odstawiłam remedium. Nad kolejnym homeopatka dalej kombinuje. Wiec jeszcze trzeba poczekać, aż skończy się kaszel. Curtis też kaszle, już od ponad miesiąca. Boję się, że to odnawia się narośl na tarczycy, w połowie usuniętej cztery lata temu. Nie ma żadnych innych objawów, kaszel pogarsza się wieczorem, a poprawia przy paleniu fajki albo cygara. Jest mi znany tylko jeden lek, który ma poprawę od dymu, Tarantula. W "obrazie" Tarantuli nie widzę jednak osobowości mojego męża, w repertoriach do których zaglądałam nie ma też mowy o kaszlu. Curtis zresztą obraził się na homeopatię i nie zamierza nic już więcej próbować, bo "wie" że nic mu nie pomoże, "to musi samo się skończyć". Ostatni taki kaszel miał w wakacje i rzeczywiście po dwóch miesiącach samo przeszło.
piątek, 03 lutego 2012
Aerobik
We wtorek byłam na kontroli u nowej homeopatki. Musiałam wyznać, że kilka dni wcześniej przestałam brać remedium, bo pojawiły się koszmane sny, po których budziłam się w szoku. W ostatnim z nich Curtis ofiarował mi bukiet słoneczników, które włożył łodygami do góry do wielkiej wazy. Poprawiłam to i sięgając ręką głębiej wyciągnęłam z mętnej wody obciętą kobiecą głowę. Okazało się, że pod spodem są jeszcze dwie inne i to wszystko są byłe żony mojego męża. Bardzo rzadko śnią mi się horrory, tylko po ciężkiej kolacji, więc kiedy zaczęły się takie rzeczy powtarzać noc w noc przyszło mi do głowy, że to może być sławetna próba lekowa. Przestałam brać lek i wszystko wróciło do normy. Wcześniej jeszcze przestał reagować syndrom paniki i musiałam się podpierać lorazepamem. Dosyć to wszystko wyglądało marnie, kiedy pewnego dnia idąc ulicą zobaczyłam nowo otwarte studio aerobiku/tae kwon do. Łza się w oku zakręciła, bo chodziłam na takie zajęcia w Polsce baaardzo dawno temu, jeszcze przed studiami. Nagle przyszło mi do głowy, że skoro i tak jestem fizycznie i psychicznie wykończona, chociaż nic specjalnego nie robię, to wolę być wykończona po jakichś tańcach i fikaniu, a może przy okazji wypocę z siebie tę panikę. Miejsce jest tanie - tylko 4 dol za godzinę, jeśli płatne za tydzień z góry - 3 dol. Instruktorka jest latynoską i prawie nie zna angielskiego, podobnie jak wszystkie uczestniczki. Okazuje się jednak, że jedyne potrzebne słowa to " uno, dos, tres". Pierwsze 2 sesje były ciężkie. Potworny ból mięśni, ścięgier, zgrzytanie w kostkach, wieczorem oczywiście atak. Byłam na to przygotowana i ululałam się do snu lorazepamem. Po tygodniu mięśnie się przyzwyczaiły, zaczęłąm też sypiać bez procha. Ta terapia nie byłaby możliwa, gdyby studio nie pojawiło się tuż pod nosem. Moje poprzednie próby poprawy kondycji upadały wzykle z powodu problemów z dojazdem i parkingiem. Zazwyczaj od razu na początku pojawiały się też kontuzje. Teraz - odpukać - jakoś leci. Dziś poszłam nawet mimo przeziębienia. Opowiedziałam to wszystko homeopatce, pokiwała głową, powiedziała, że zmieni mi remedium. Dałam jej mój "Dziennik snów" z całego miesiąca. Trochę to psychoanalityczne. Mnie nic nie mówi, może jej coś powie? |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Badania statystyczne
Blogi
Kongres Homeopatyczny W-wa
Królewski Szpital Homeopatyczny w Londynie
Podwójnie ślepe próby
Psychologia Homeopatii
Świńska grypa
Video
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||